Jak powstał warsztat? Budowa wiaty z drewna 3x5m.

Zabawa zaczęła się w warsztacie na strychu jednak nie mogłem znieść zapylenia. Może było ciepło, ale za to ciemnawo i zamiast schodów była drabina. Stąd narodził się pomysł budowy dodatkowego pomieszczenia, które docelowo będzie garażem na samochód.

Przygotowanie podłoża

Podłoże przygotowałem w niezbyt wyrafinowany sposób – gruz z całego remontu trafiał w miejsce przyszłej konstrukcji. Po rozgarnięciu i wyłożeniu styropianem od strony muru zalałem całość betonem. Żeby było trudniej – wszystko było mieszane w taczkach. Podłoga wyszła całkiem solidna i jak na moje pierwsze próby zacierania – dosyć równa. Niestety, a może stety nie mam zdjęć z tego procesu ;). Istotne było zatopienie czterech kotw, które posłużyły do mocowania słupów nośnych. Kotwy wykonałem z zagiętego płaskownika co było błędem, bo oczywiście nie wygiął dostatecznie równo. O wiele lepszym wyjściem byłoby zatopienie blach zakotwionych w betonie i dospawanie do nich wąsów mocujących później. Opowiem o tym na wiosnę jak będę robił taras w tej technologii, kotwy już zabetonowane, deski modrzewiowe zamówione.

Konstrukcja nośna

Przejdźmy do konstrukcji, przepraszam za jakość zdjęć, są dość stare. Całość opiera się na ścianie budynku oraz czterech słupach. Dwa skrajne 10×10 i dwa środkowe 8×10 (tak szkoda mi było). Słupy stawiałem sam, co było dość karkołomnym zadaniem.

Jak widać – górą idzie opaska z deski 5×10. Lepsza by była 12×4 albo nawet 15×32 no ale mądry polak po szkodzie. Ta się trochę ugina ale tragedii nie ma. Poniżej widać efekt po pierwszym dniu, po południu dołączył do mnie znajomy i działaliśmy już we dwójkę. Parafrazując cytat krokwie zostały rzucone.

Więźba dachowa

Próbowałem je trochę zacinać, wyszło jak wyszło. Przede wszystkim za płytko i złym narzędziem bo tępą motorówką zamiast ostrą płatnicą, no ale z czegoś ta nauka w końcu musi płynąć. Krokwie o wymiarze 5×10 – także błąd, lepiej by było zastosować wyższe deski, ale jak poprzednio tragedii nie ma, chiński daszek mi się nie zrobił, trapez wszystko trochę usztywnił.

Łaty jeszcze nie docięte, w miarę standardowy wymiar bo 6×3, mogły by być cieńsze, ale takie były na tartaku. Jak widać daszek wypuszczony jest dużo poza obrys, z czego się bardzo teraz cieszę, mieści się tam cała masa rupieci :D. Łaty biłem co 40, tak jak i na dachu domu.

Powyżej bliższy rzut na sposób osadzenia daszku przy ścianie. Belka przytwierdzona na kołkach do ściany, dodatkowo opiera się na klinach położonych na gzymsie.

Blacha zdjęta z domu przed wymianą, sporo dziurek po wkrętach zakleiłem silikonem dekarskim. Poza tą wadą blacha w całkiem niezłym stanie, na koniec trafił się krótki kawałem, no ale wszystko trzeba zużyć, a nie na złom.

Całości dopełniają duże okna z szyb zespolonych – oczywiście z odzysku. Budowa wiaty pochłonęła 3 dni i około 700zł. 500 wyszło za drewno, a 200 za beton. Praca oczywiście darmowa więc wyszło całkiem tanio, dodatkowo ilość zdobytej wiedzy przeogromna, oczywiście nigdy wcześniej nie stawiałem takiej konstrukcji. W następnej części opiszę bramę wjazdową dwuskrzydłową, składaną.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *